W mieście inaczej

Description
W mieście inaczej

Please download to get full document.

View again

of 5
All materials on our website are shared by users. If you have any questions about copyright issues, please report us to resolve them. We are always happy to assist you.
Information
Category:

Resumes & CVs

Publish on:

Views: 7 | Pages: 5

Extension: PDF | Download: 0

Share
Tags
Transcript
   DODATEK SPECJALNY PRZESTRZEŃ MIEJSKA Z:A_05_2010 60 M „Miejska przestrzeń publiczna” – hasło bardzo modne, element marketingu politycznego lub społecznego wielu miast i organizacji. Mia-sta prześcigają się w aplikowaniu o fundusze publiczne na rewitalizację rynków, deptaków, budowę fontann i nowych chodników, a potem w prezentowaniu efektów tych inwestycji jako swojego elementu wizerunkowego. Dariusz Szwed, przewodniczący partii Zieloni 2004, w odpowiedzi na propozycję Platformy Oby-watelskiej stworzenia w każdym mieście wy-znaczonych miejsc do publicznych wypowiedzi (miejskich Hyde Parków) mówi wprost: „Niech sami się tam wygadują, bo miasto jest nasze” 1 .  Jedni chcą prawa do krzyczenia, drudzy spania, inni do jeżdżenia, grillowania lub zabaw z psem. Miasto wszystkiego nie pogodzi w jednym miejscu, zarządcy terenów mają też problemy ze sklasyfikowaniem tych mniej lub bardziej „uciążliwych”. Współczesność wciąż gene-ruje nowe aktywności wymagające nowej infrastruktury i perspektywy intelektualnej, ale starania projektantów i władz skupiają się raczej wokół kubatur, estetyki i prestiżu, a nie zwyczajności miejsc – tego, co miesz-kańcom jest najbardziej potrzebne i w czym turyści najchętniej się zatapiają, tj. np. w spa-niu, jedzeniu, słuchaniu, mówieniu i gapieniu się na innych. Spanie Podobno 26 lutego jest Dniem Spania w Miej-scu Publicznym – na co dzień jest ono jednak obciążone dezaprobatą, bo śpiący kojarzony  jest natychmiast z bezdomnym. Żul, menel, kloszard – oni śpią na ulicy i zabierają nam Co jest potrzebne mieszczuchom – przeinwestowane place zabaw i niby-ozdobne latarnie czy dużo ławek i tanie baseny? W miastach chcemy siedzieć, leżeć, spać, jeść, kąpać się, oddychać, rozmawiać, grać muzykę i jej słuchać. To jest życie. Estetyzacja to rzecz wtórna. Tekst i zdjęcia: arch. Anna Rumińska W mieście inaczej W Rzymie lub Bolonii spanie nie budzi protestu  służb porządkowych ani przechodniów, usprawiedliwieniem jest zawsze klimat i poobiednie znużenie     F    O    T .    E    W    A    W    A    S    I    L    E    W    S    K    A  PRZESTRZEŃ MIEJSKADODATEK SPECJALNY Z:A_05_2010  61 ławki – wygonić! Żeby było jasne: w Polsce można spać w miejscu publicznym. Straż Miej-ska i Policja interweniują z dwóch powodów: faktycznego lub domniemanego naruszenia przepisów. To pierwsze nas nie dziwi, to dru-gie – owszem. Zdarzają się wyroki za spanie na ławce lub w parku. Sedno sprawy tkwi w interpretacji dwóch pojęć: zgorszenie i wybryk. Jeden z wyroków Sądu Najwyższego mówi: „wybryk, to zacho-wanie się, jakiego wśród konkretnych okolicz-ności czasu, miejsca i otoczenia ze względu na przyjęte zwyczajowo normy ludzkiego współ-życia nie należało się spodziewać, które zatem wywołuje powszechne negatywne oceny spo-łeczne i uczucia odrazy, gniewu i oburzenia. Wybryk charakteryzuje więc ostra sprzecz-ność z powszechnie akceptowanymi normami zachowania się” 2 . Nasi mundurowi często wykazują nadgorli-wość w ocenie poziomu zgorszenia, jakie budzi śpiący mężczyzna, choćby rozebrany do pasa. Ma to bezpośredni związek z przestrzenią publiczną, a mandaty i wyroki mają podłoże kulturowe. W tradycyjnej kulturze ludowej Słowiańszczyzny odwrócenie porządku nie było mile widziane: to, co przypisane nocy, nie powinno dziać się w dzień. Jedyne odstępstwo to doroczne święta. Władze polskich miast walczą z tymi śpiącymi, którzy swym wize-runkiem niszczą marketingową wizję miasta, tj. bezdomnymi i pijanymi. Minimalizują loka-lizację ławek lub montują ławki niewygodne – wąskie i krótkie. W Bielsku-Białej na dworcowej ławce może siedzieć tylko posiadacz ważnego biletu. W Londynie niektóre ławki mają podobno ad-ministracyjne numery, a spanie na nich nie jest mocno karane, ale władze stosują sposoby uderzające we wszystkich, tj. montaż oparć, zamiast ławek, np. na przystankach autobu-sowych. Projekt berlińskiego artysty Fabiana Brunsinga, to prywatna ławka PAY&SIT z kol-cami w siedzisku, które chowają się na krótki czas po wrzuceniu 50 eurocentów. To szoku- jąca parodia postawy władz miejskich wobec publicznego odpoczynku. Chiny potraktowały prototyp arcypoważnie i zamierzają zastoso-wać go w parkach w celu eliminacji tłumów. Kontrastem jest Das Parkhotel w Linzu z pokojami hotelowymi w żelbetowych kręgach z odzysku ( www.dasparkhotel.net  ). W Polsce szacunek do osoby śpiącej jest jeszcze słabo rozwinięty, w odróżnieniu od Włoch, gdzie w parkach śpią tłumy, szczególnie po południu. We Florencji można się przespać w miejskiej bibliotece publicznej – obsługa przymyka oko. Na ławkach londyńskiego lotniska Stansted również śpią tłumy, głównie na ławkach bez podłokietników zajmowanych najwcześniej. Na ogólnoświatowym portalu www.sleepin-ginairports.net   można się m.in. zorientować, które lotniska dopuszczają spanie. Jedzenie Unia promuje niby lokalną żywność, ale na dep-takach jej brak, za to fast-foodów mamy sporo. W tej kwestii problemem nie jest przestrzeń, lecz higiena i zdrowie. Współczesny strach przed zarazkami eliminuje okazje do zjedzenia normalnej, czyli slow-foodowej żywności, któ-ra pod inną zupełnie nazwą królowała kiedyś na placach. Nie ma już gotowanej kukurydzy, czasem trafią się precle, a jeśli chcemy więcej, trzeba jechać do Egiptu, Rosji lub na południe, gdzie wciąż przechodniów częstuje się żywno-ścią hand-made. Piotr Ibrahim Kalwas smako-wicie opisuje Aleksandrię, w której po ścianach wędrują koszyki z fulem , a na ulicy można zjeść falafel 3 . W naszym uporządkowanym unijnym świecie chciałoby się przekąsić smażone ziem-niaki, kiszoną kapustę czy chleb z jakimś sma-rowidłem, ale trzeba czekać na jarmarki, targi i festyny, bo w arcyhigienicznej Unii uliczne je-dzenie przypisano wydarzeniom o rodowodzie wiejskim organizowanym w przestrzeni miej-skiej. Żywność jest chroniona pod namiotem, W bibliotece publicznej we Florencji, na fotelach miękkich jak biszkopt, śpią głównie młodzi – nikt ich nie budzi, ani tym bardziej nie wyrzuca z czytelniPerfidne guzki na progach, jakże zaskakujące w lewicowej Bolonii, być może służą do czegoś innego, ale przy okazji uniemożliwiają bezdomnym spanieW Ambasciatori w Bolonii można zjeść w Eataly i zrobić zakupy (książki i slow-foodową żywność) w Librerie Coop. Całość jest zarządzana przez dwóch menedżerów   DODATEK SPECJALNY PRZESTRZEŃ MIEJSKA Z:A_05_2010 62 opakowana w plastikowe torebki i zaopatrzona w certyfikat, zatem koszty ulicznej sprzedaży rosną. Ten sam Kalwas pisze o muzułmańskiej tradycji przynoszenia własnego jedzenia do kafejek – u nas można być za to wyproszonym z lokalu. „To nie jest chłodna, wyważona i za-planowana stateczna rzeczywistość europej-ska, to jest rosnące ciągle i puchnące ciasto drożdżowe” 3 .We Włoszech je się nie tylko na ulicy, ale i we wnętrzach, z jedną różnicą – Włosi nie boją się łączenia książek i jedzenia. W Polsce zauwa-ża się podobny trend, ale nie dotarł on jeszcze do wszystkich głównych miast. Namiastką są kluboksięgarnie, jak warszawski Czuły Bar-barzyńca, wrocławski Falanster, poznańska Głośna Samotność. Bolońskie Ambasciatori  jest wzorem większej luksusowo-masowej ini-cjatywy, gdzie w czteropoziomowym obiekcie tuż przy Piazza Maggiore (ścisłe stare miasto), można zjeść (Eataly – restauracja i kanapkar-nia slow-food, www.eataly.it  ) i zrobić zakupy (Librerie Coop – księgarnia i sklep slow-food, www.librerie.coop.it  ). Całość jest zarządza-na przez dwóch zgodnych menedżerów. Sieć Coop jest popularną siecią hipermarketową, wspierającą nawet edukację, w Ambasciato-ri prezentującą swoją prospołeczną formułę poprzez sprzedaż lokalnych produktów. Mamy tu więc jadło, lekturę, muzykę, wino (jest też osteria) i w dodatku bezpłatną toaletę, z któ-rej korzystają też osoby z ulicy. Książki nie są poplamione sosem bolońskim ani czerwonym winem. Uwaga: nie ma ochrony (przynajmniej widocznej).Kanapki, to we Włoszech przywilej co naj-mniej „konstytucyjny”. W każdym sieciowym supermarkecie można je zamówić według własnego przepisu – sprzedawczyni na zbior-czym stoisku z wędliną, serami, sałatkami i pieczywem przyrządzi ją tak, jak wskażemy. Na opakowaniu – tyle metek ile składników. Prosto, szybko, higienicznie, zdrowo i smacz-nie. W Polsce przeszkodą do takiej sprzedaży są przepisy Sanepidu i moduł kodowania kas sklepowych. Warto promować tę formułę sprzedaży ulicznego jedzenia, jako alternaty-wę dla fast-foodów. Dźwięki Muzykowanie w przestrzeni publicznej to wi-dok należący do polskiej tradycji, jednak nasza odmienność polega na negatywnej reakcji na ulicznych grajków. Romskie kapele za wie-le grosza nie dostają, są ledwie tolerowane, a współtworzą audiosferę miasta. Reakcje na przedstawienie trwające kilka minut są też odmienne od zagranicznych – Polacy nie płacą, szybko odchodzą odwracając głowy. Rzadko-ścią są wciąż regularne koncerty na otwartym powietrzu. Koncerty w publicznych wnętrzach są zwykle odpłatne, bo brak u nas masowej polityki kulturalnej, która umożliwiłaby bez-płatne uczestniczenie w koncertach. Podział na tzw. kulturę wysoką i niską to polska zmo-ra, która może zamknąć nam drogę do wyma-rzonej Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Miejscem uznanym przez Bolończyków za godne koncertowania jest cmentarz Certosa i jego aule cmentarne, w których organizuje się koncerty. Posadzkę, pod którą ukryto trumny, zastawioną na co dzień kwiatami i zniczami, na czas koncertu zastawia się krzesłami. Na cmentarzu Assistens Kirkegården w Kopenha-dze ludzie swobodnie śpią, opalają się, medy-tują i czytają. Władze miasta traktują cmen-tarz jako ważny miejski teren zielony.U nas z czytaniem też jest kiepsko, bowiem wbrew pozorom mało jest miejsc sprzyjających czytaniu książek. Odpowiednio ukształtowana przestrzeń publiczna podniosłaby na pewno poziom czytelnictwa. We Wrocławiu popu-larne jest ostatnio celowe porzucanie książek w publicznych miejscach. Moskiewskie metro lub włoskie place to miejsca, gdzie się czyta często. Włoski dom wydawniczy Feltrinelli, w oparciu o lewicową ideę Giangiacomo Fel- We Florencji jest sporo budek z lokalnymi potrawami, można w nich kupić smaczne i zdrowe przekąski, a w supermarkecie zamówić osobiście skomponowaną kanapkęTrudno uwierzyć, ale w tej auli cmentarnej na bolońskim cmentarzu Certosa odbywają się publiczne koncerty – po usunięciu kwiatów i zniczy krzesła ustawia się wprost na płytach nagrobnychDom wydawniczy Feltrinelli to nie tylko popularne miejsce spotkań, ale marka związana z ideologią socjalistyczną i udostępnieniem obywatelom ogromnych zbiorów Fundacji G. Feltrinellego  REKLAMA   DODATEK SPECJALNY PRZESTRZEŃ MIEJSKA Z:A_05_2010 64 trinellego prowadzący sieć księgarń, organi-zuje liczne wykłady oraz wspiera tworzenie się przestrzeni przyjaznych do czytania. W Medio-lanie na Porta Volta powstaje właśnie wielkie centrum Fundacji Feltrinelli, zaprojektowane przez Herzoga i de Meurona. Książki nie są dla Włochów drogie – cena 15 Euro za wolumin, to również cena obiadu. Księgarnie Feltrinelli peł-nią funkcje centrotwórze – przy nich toczy się życie miejskie, są zlokalizowane koło głównych placów miasta (np. Piazza di Porta Ravegnana). Nasz EMPIK pełni podobną rolę, jednak nie wy-chodzi jeszcze intensywnie w miasto.W Polsce głośno mówić w tramwaju nie wypada (wciąż jesteśmy postkomunistycznie skuleni), krzyczeć tym bardziej (Irlandczykom i Szkotom wolno dłużej). Wzorem rzymskiej pasquino (Piazza di Pasquino) warto projekto-wać rzeźby paskwiliuszowe. Pasquino zastą-piły współcześnie tagi, szablony i wlepki na ścianach. Nielegalność tych praktyk generuje potrzebę zapewnienia w przestrzeni obiektu pozwalającego na legalną pisemną ekspresję mieszkańców. Osobą kreującą fizyczne po-wierzchnie do omawianej ekspresji mógłby być architekt świadomy swego udziału w budowa-niu miejskiego wizerunku i tworzący potencjal-ne „strony miejskiej księgi”. Niewykluczone, że w XXI wieku formuła ukończonej fasady archi-tektonicznej już się wyczerpała, a dynamiczne miasto żąda od twórców pomysłów pozosta- jących w zgodzie z jego ewolucją.O wysokiej jakości miasta nie świadczy wyłącznie jego estetyka czy bezpieczeństwo, lecz mnogość i różnorodność miejsc do roz-maitych typów rozmów. Kategorie estetyki i porządku są zdeterminowane przez rozmo-wę. Tam, gdzie ludzie mogą ze sobą publicz-nie rozmawiać, tam rozwiązuje się problemy i estetyczne, i porządkowe. Dlatego tak ważne  jest tworzenie w miastach i wsiach przestrzeni do rozmów i spotkań nieformalnych. Wróć-my znów do Kalwasa: „Wymieniliśmy [autor i brudny żebrak – przyp. AR] szybkie i krótkie spostrzeżenia na temat pogody, Boga i dziura-wych butów. Tutaj ludzie rozmawiają z ludźmi, ach jak rozmawiają” 3 . W naszych miastach z żebrakami nikt ra-czej nie rozmawia. Przestrzeń publiczna jest rzekomo dla przechodniów, a żebracy, ulot-karze, muzykanci to intruzi. Uroiło nam się, że w przestrzeni publicznej mamy prawo mieć ciszę, spokój i cielesną izolację. Wyciągnię-te ręce ulotkarzy, ciche mruczenie żebraków, futerał w przejściu, zderzenie ze sprzedawcą perfum – to są realia miejskie. Jeśli szukamy okazji do kameralnego spaceru, to nie brnijmy w główny deptak miasta. Gdybyśmy nagle usunęli wszystkich tych uroczych przeszka-dzaczy, miasto stałoby się skansenem. Galeriowce z okresu PRL-u wprowadzają rozmowę w przestrzeń półpubliczną. Jeden z nich, przy Szewskiej we Wrocławiu, jest miej-scem codziennych spacerów i rozmów senio-rek, które na końcu galerii często wyglądają na ulicę. To jest ich poziom kontaktu z miastem. Okazji do spokojnej rozmowy brak szczególnie seniorom, których uczestniczenie w życiu pu-blicznym powinno polegać na fizycznie biernej obecności – ludzie starsi lubią obserwować i komentować, do czego w Polsce pozostaje im ciasny pokój i telewizja. W miastach brakuje miejsc, gdzie senior może pobyć nieformalnie, bez obowiązku ku-powania kawy, ale z możliwością wypicia wła-snych ziółek. Seniorzy nie są zamożni, więc nie są potencjalnym klientem, a miasto nie wspiera ich w tych dążeniach do bycia w mie-ście. Ot i kolejna cegiełka do „stolicy kultury”. Dużo jeszcze czasu upłynie, zanim nasi polscy seniorzy poczują się w mieście tak swobodnie,  jak włoscy lub greccy. 1_Dariusz Szwed, Inny Wrocław jest możliwy? Zielono-lewicowe kon-cepcje polityki miejskiej pod red.Michała Syski, Wrocław 2010, str.162_ Biuletyn Prawny Komendy Głównej Policji, nr 1 z 2007 r., http://lex.pl/czasopisma/bpkgp/art_140_kw.html 3_Piotr Ibrahim Kalwas, Dom, Warszawa 2001 Włoscy seniorzy obok włoskiej młodzieży – widok w Polsce rzadki, bo grupy te nie przepadają za sobą, tym bardziej, że obie postrzegane są  jako małodochodowe
We Need Your Support
Thank you for visiting our website and your interest in our free products and services. We are nonprofit website to share and download documents. To the running of this website, we need your help to support us.

Thanks to everyone for your continued support.

No, Thanks